Wpisy z roku 2010

Szczęśliwego Nowego Roku 2017

1

Październikowy turnus

Od październikowego turnusu rehabilitacyjnego minęły prawie dwa miesiące, ale dopiero teraz mam możliwość podzielić się z Wami zdjęciami!

j1-1
Najpiękniejszy czas rehabilitacji to czas, gdy człowiek dostrzega poprawę swojej fizyczności, kiedy widzi, że zakres wykonywanych ruchów jest większy, powraca siła mięśniowa w poszczególnych częściach ciała albo też po prostu zaczyna się na nowo chodzić po przebytych operacjach. Nie ma piękniejszego momentu.

j1-2

Jednak czasem rehabilitacja jest po to, aby utrzymać obecny stan, przygotować się do operacji, tak jest obecnie w moim przypadku.

j1-3

Chociaż w swoim życiu przećwiczyłem już wiele godzin rehabilitacyjnych na kozetce, materacu, to wiem, że po operacji czeka mnie jeszcze więcej pracy rehabilitacyjnej niż było wcześniej, ale w głębi siebie czuję, że jestem gotowy.  Mam nadzieję i wiarę, że w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym pojawię się ostatni raz w salce rehabilitacyjnej i gdzieś tam po tych wszystkich latach zmagań, przebytych operacji, zamknę ten rozdział zwany „ chorobą” 

j1-4

Zaszliśmy zbyt daleko, aby się teraz poddać. Musi być dobrze! Miłego weekendu!

Jest ciężko…

Jakiś czas temu pisałem, że czuję się minimalnie lepiej niestety jednak lepsze dni minęły. Od kilku dobrych dni zmagam się z bezsennością, silnym bólem kręgosłupa oraz kończyn dolnych.
Gdy budzę się rano czuję się jeszcze bardziej zmęczony niż kładłem się wieczorem do łóżka.
Nogi mi puchną i bolą a przy tym spastyczne napięcie mięśniowe wzrasta. Jest ciężko…

Za Wszelką Cenę

Nigdy nie myślałem, że nadejdzie w moim życiu taki dzień, że usiądę na wózek inwalidzkim. Nogi przestaną funkcjonować a moje ciało zacznie reagować zupełnie inaczej niż od niego oczekuję.
Gdy pierwszy raz straciłem czucie w nogach w 2003 roku wszyscy mówili abym pogodził się z wózkiem, bo nie mam szans na to abym ponownie zaczął chodzić. To był trudny czas odebrano mi marzenia, ale w końcu zrozumiałem, że życie tak nie funkcjonuje, jeżeli się czegoś pragnie trzeba o to walczyć dzień po dniu do momentu aż się nie uda. I w końcu się udało rok później zacząłem chodzić mimo wszelkich przeciwności.

Jednak życie to nie koncert życzeń i każdego z nas próbuję obalić na ziemię w taki czy inny sposób. Od 2010 roku znów jestem na wózku inwalidzkim a w chwili obecnej operacji potrzebuję jak tlenu, kręgosłup boli tak mocno, że czasem najchętniej wyjąłbym go z siebie postawił obok i poczekał aż zmniejszy swoje natężenie bólowe. Dotarłem do momentu, w którym zapragnąłem czegoś więcej od życia niż tylko danego mi czasu. Chcę przeżyć ten czas spełniając swoje marzenia, cele, wszelkie możliwe pragnienia mimo paraliżu. Nie można się poddawać bez względu czy jest się sparaliżowanym, choruje na raka, bądź jakąkolwiek inną chorobę.

Książka Za Wszelką Cenę jest moją odpowiedzią na paraliż, a także kolejnym bodźcem energetycznym do tego, aby założyć zbroję chwycić tarczę, miecz i walczyć dalej pomimo wszystko, bo życie jest piękne.
Znaczny dochód ze sprzedaży książki zostanie przeznaczony na moje leczenie.

sam_3750

Miłego weekendu dużo słońca!

Rozpoczął się kolejny przedostatni wakacyjny weekend. Pogoda nie rozpieszczała nas przez ostatni czas podobnie jak moje dolegliwości bólowe nie dały o sobie zapomnieć. Mimo to z pozytywnym nastawieniem i dobrym humorem działamy dalej!

Gdy są takie chwile jak dziś, gdy budzę się rano i prawie nie odczuwam żadnego bólu w kręgosłupie nogach to jakbym był bliżej chodzenia, fantastycznie uczucie czuć się prawie dobrze. Mam nadzieję, że ten weekend taki właśnie będzie bez bólowy.

Miłego weekendu dużo słońca!

Będzie lepiej

Od wizyty u urologa minęło już kilka dobrych dni, ale tak między Bogiem a prawdą w dalszym ciągu nie czuję się zbyt dobrze. Dreszcze minęły, dalej przyjmuję tabletki i piję żurawinę, ale myślę, że z każdym kolejny dniem będzie lepiej.

Miłego nadchodzącego tygodnia dla Was!

Życzę Wam

Życzę Wam …

365 – szczęśliwych dni…
53 – cudownych weekendów…
12 – radosnych miesięcy
4 – kolorowych pór roku

Wspaniałego Roku 2011…

W kodeksie bushido nie ma słowa: nie można

Sensei Gerard kiedyś do mnie powiedział – ” w kodeksie bushido nie ma słowa: nie można !!! „

washi

Okres świąteczny minął bardzo pozytywnie czas spędzony z najbliższą rodziną po tak nie ukrywajmy długich przygodach szpitalnych to najlepszy prezent jaki ktokolwiek może sobie wymarzyć. Dzień przed świętami spotkała mnie bardzo mila niespodzianka mianowicie odwiedził mnie mój Sensei.

Jest wielkim profesjonalistą jako nauczyciel, trener, ma niesamowite podejście do człowieka, potrafi dotrzeć do każdego zmienić jego nastawienie a na treningach wydobyć maksimum możliwości, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych , uczy jak walczyć z przeciwnościami losu a przede wszystkim jak nigdy się nie poddawać!
Nie pozwoli na to bym pozostał na wózku… kiedy usłyszałem te słowa to jakby wstąpiła we mnie nowa gigantyczna energia do dalszej walki, wiadomo nie od dziś że obydwoje chcemy tego samego czyli powrotu do treningów jak i udziału w turniejach. Dziś nie trenuję ale nadal czuję i uważam się za zawodnika klubu WASHI … wiem że pewnego dnia tam wrócę. Jestem szczęśliwy że otaczają mnie ludzie którzy również walczą, wierzą, i robią wszystko by do tego triumfu doprowadzić, są ze mną na dobre i na złe. Dziękuję.

Wesołych i spokojnych świąt

Z Świątecznego korzystam zwyczaju,
By przesłać Wam życzeń tyle
, ile kwiecia w maju
I życzę Wam naprawdę z całą serdecznością
By święta te napełniły duszę radością
Czegóż jeszcze Wam życzyć
mogę?
Zdrowia i dostatku!
Szóstki w Totka, a także ogromnego spadku!
Siedmiomilowych butów i czapki niewidki,
Spełniającej życzenia małej złotej rybki
Kury ze złotym jajem, Lampy Aladyna,
Sezamu Ali Baby i szczodrego dżina,
Niebieskich koralików, zwierciadeł magicznych,
Dywanów latających i talentów licznych.
Samych miłych perspektyw, uwag błyskotliwych,
Wielu ludzi przyjaznych, niewielu życzliwych.
Masy sukcesów małych, wielkich, gigantycznych,
Poklasku i uznania i awansów licznych.
Mieszkania w Nowym Jorku, willi w Kopenhadze,
Przytulnej garsoniery gdzieś tam w Czeskiej Pradze,
Rezydencji we Włoszech, w Alpach małej chatki,
A w południowych Indiach plantacji herbatki. Super rancho w Meksyku, pałacu w Pekinie I innego schronienia w wybranej krainie. Rejsu dookoła świata, gdzieś w nieznane wypraw, Ekscytujących doznań, smaku nowych przypraw. Może nagrody Nobla w jakiejś kategorii, I życia w stanie choćby lekkiej euforii. Do tego wiele zdrowia, kondycji, miłości, Dużo radości z życia i wiecznej młodości.
Wesołych i spokojnych świąt…

To co gdzieś po drodze utraciłem powróci…

John Milton kiedyś napisał – Umysł jest swoim własnym panem i sam potrafi niebem uczynić piekło i piekłem niebo…

Kilka dni po operacji leżąc na szpitalnym łóżku rozpocząłem próby poruszania wszystkimi kończynami,władza w rękach zaczęła dość szybko wracać, po paru dniach mogłem unieść rękę do góry i zgiąć palce, trudnością było chwycić cokolwiek do ręki i to utrzymać. Próba poruszania kończynami dolnymi była znacznie gorsza ,zero reakcji, ale jeszcze większym problemem był fakt że zacząłem postrzegać moje nogi jako obce ciało… jakby to nie były moje nogi… podawane zastrzyki, masaże nóg , początkowa rehabilitacja w łóżku , kompletnie nic nie zmieniło w moim umyśle, cudze nogi….

Na dzień dzisiejszy mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć że zaczynam czuć własne ciało, wraca czucie w kręgosłupie, klatce piersiowej i w nogach, myślę że to kolejny krok do upragnionego celu. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć jak kiedyś chodziłem bo jednak był taki czas że byłem bardzo sprawny poruszałem się samodzielnie , trenowałem tenisa stołowego potem sztukę walki , na chwilę obecną to wszystko jest zamazane.Wstawanie przy balkoniku, utrzymanie prawidłowej postawy , zrobienie kroku , równowaga ,poruszanie się przy pomocach medycznych, dziś jest to dla mnie magia…. ale kilka miesięcy temu magią było dla mnie także czucie własnego ciała poczucie i świadomość tego że to moje ciało , a jednak powoli ale wszystko zaczęło wracać… pokładam więc wiarę że na przestrzeni kilku miesięcy wejdę na kolejny wyższy poziom i to co gdzieś po drodze utraciłem powróci a
efektem końcowym będzie chodzenie…