Archives for Maj 2013

Rehabilitacyjne jaja

W minioną środę opuściłem szpital. Trzy tygodniowy pobyt nie przyniósł poprawy. Cóż więcej oczekiwać po zaledwie godzinnej rehabilitacji praktycznie na cały dzień. Spastyczność w kończynach dolnych wzrosła dość znacznie, o czym komunikowałem lekarzy przy codziennej wizycie porannej, ale teoretycznie z ich strony zostały wszelkie możliwości wyczerpane, chociaż praktycznie istniały jeszcze opcje, które można było zastosować, ale niestety nie miało to miejsca.

Na oddziale znajdował się jeden pokój gdzie jeszcze w 2010 roku można było samodzielnie popołudniami ćwiczyć. Wyposażony został wówczas w dwie drabinki przymocowane do ściany, materac, jedną kozetkę, rotor, oraz ciężarki i rower rehabilitacyjny. Korzystała z tego pokoju większość pacjentów każdego popołudnia, ale do pewnego momentu, ponieważ na chwilę obecną znajdują się kolejne łóżka. Cały sprzęt rehabilitacyjny został uprzątnięty pozostały tylko drabinki.
Sytuacja komiczna, ponieważ w pokoju z drabinkami zostali umieszczeni pacjenci samodzielnie się poruszający a ja wraz z innym pacjentem na będąc na wózku zostałem umieszczony w pokoju bez drabinki, gdzie tak naprawdę byłaby ona dla mnie i sąsiada na wózku w pewnym sensie wybawieniem…

Zapytałem również czy istniałaby możliwość wykonania tomografu komputerowego kręgosłupa, aby zobaczyć, ocenić jak wygląda sytuacja z kręgosłupem, lecz dostałem negatywną odpowiedz, że nie ma możliwości przeprowadzenia badania a jeżeli już zostaje wykonane to tylko w sytuacji zagrożenia życia…

Niezrozumiałych sytuacji było wiele, ale każdy pomysł prośba, inicjatywa zaczynała się odpowiedzią od słowa „ nie „ dodatkowo szpital opuściłem z zapaleniem pęcherza moczowego….

Mój pobyt trwał krótko, nie byłem pierwszym pacjentem, który poprosił o skrócenie pobytu na oddziale, i zapewne nie ostatnim…

Brak rehabilitacji

Od ponad tygodnia jestem w szpitalu na oddziale rehabilitacyjnym, ale dobrego słowa niestety nie mogę napisać. Jest jeszcze gorzej niż było podczas ostatniego pobytu. Mam tylko jedną niecałą godzinę rehabilitacji na cały dzień. Około osiemdziesięciu procent tej godziny ćwiczę ze studentem, który ledwie jest wstanie zgiąć moją nogę w kolanie. Pozostałe dwadzieścia procent to pokazujący studentowi rehabilitant, jakie ma być kolejne ćwiczenie i demonstracja w kilku ruchach.

Co drugi dzień masaż kończyn dolnych, który trwa zaledwie dwadzieścia minut, po dziesięć na każdą kończynę. Pozostają jeszcze ćwiczenia na tak zwanych bloczkach gdzie, jako osoba będąca na wózku inwalidzkim wzmacniam na jednym przyrządzie górną partię mięśni. O godzinie 13.30 Są ćwiczenia grupowe, które trwają około trzydzieści minut polegają mniej więcej na tym, że pacjenci leżą na kozetce robię wdechy, wydechy, rozciągają gumę i to by było wszystko.

Potrzebuję solidnej kompleksowej rehabilitacji a tymczasem odczuwam, że zaczynam się cofać. Popołudniami kompletnie nic się nie dzieje, nie ma żadnych ćwiczeń, brak również jakiejkolwiek chociażby jednej drabinki na oddziale do ćwiczeń, salki rehabilitacyjne są dwie i wszystkie pozamykane.

Porażające jest tak naprawdę, że nie ma możliwości gdzie ćwiczyć, usprawniać się. Dwadzieścia trzy godzinny bezczynności godzina ( słabej ) rehabilitacji w taki sposób nigdy nie osiągnę pełni sprawności. Będę starał się szybciej opuścić szpital….

Wracam do szpitala…

W najbliższy czwartek wracam do szpitala, czeka mnie kilkutygodniowy pobyt na oddziale rehabilitacji w Poznaniu. Chcę być zdrowy, więc wiem, że muszę w tym kierunku podążać, i przede wszystkim dużo ćwiczyć, ale „ oddział rehabilitacji” nie zawsze jest oddziałem rehabilitacji, jakim powinien być. Przed laty rehabilitacja w szpitalu była w pełnym słowa tego znaczeniu, od przyrządów, kozetek, sprzętu rehabilitacyjnego po szeroki personel fizjoterapeutyczny, natomiast na dzień dzisiejszy wiele zostało ukrócone. Podobno od mojego ostatniego pobytu nastąpiły zmiany na lepsze… zobaczymy