Archives for Październik 2012

Szpital…

Jutro z samego rana jadę do szpitala na kilkutygodniową rehabilitację. Szpital nie jest najwspanialszym miejscem na Ziemi, do którego wraca się z wielką radością jak kolejnych wakacji nad morzem, w górach, ale jest przystankiem, biletem i szansą na lepszą przyszłość.

Rok 2010 był rokiem, w którym spędziłem całe sześć miesięcy w szpitalu, dzień po dniu budziłem się i zasypiałem pod szpitalnym dachem. Dni upływały w żółwim tempie a końca pobytu nie było widać, lecz gdy nadszedł dzień wypisu człowiek zastanawiał się jak ma wrócić do domu, bo w pewnym sensie szpitalne łóżko stało się „ domem „ i na swój sposób po takim czasie taki fakt się akceptowało.

Wiem jednak, że muszę iść, chcę któregoś dnia chodzić muszę ćwiczyć i robić wszystko, co trzeba, aby ten cel osiągnąć, nie będę ćwiczył, nie będę dążył to i nigdy nie będę chodził. Najważniejsze jak w poprzedniej publikacji wspomniałem będzie zatrzymanie postępującej choroby i związanych z nią objawów.

Nastawienie mimo wszystko pozytywne, zresztą takie musi być. Negatywne nastawienie zabija zdrowe komórki w organizmie a jeżeli mam wyjechać na leczenie komórkami macierzystymi muszę mieć jak najwięcej zdrowych komórek, które wraz z tymi nowymi, jakie otrzymam pewnego dnia zaczną działać w moim organizmie i przyniosą zamierzony rezultat. Będzie dobrze, musi być!

Napiszę, gdy tylko będę miał taką możliwość, tymczasem wszystkiego dobrego! Pozdrawiam.

Nie czuję się dobrze fizycznie…

Od wymiany cewnika upłynęło kilka dni, lecz nie do końca wszystko jest dobrze. Ból pęcherza moczowego jest znaczący. Czuję rurkę w środku jak mnie gdzieś tam kłuje. Tabletki poprawiające funkcjonowanie pęcherza moczowego oraz zapobiegawcze infekcjom połykam jak tik taki. Efektów niestety nie ma.

W najbliższy czwartek jadę do szpitala ortopedycznego na kilkutygodniową rehabilitację. Nie czuję się dobrze fizycznie, najgorsze jest jednak to, że nie mam kontroli nad własnym ciałem, postępującą chorobą. Celem obecnej rehabilitacji będzie utrzymanie tego, co w tej chwili jest.

Pokonamy paraliż…

Nie ma w języku polskim ani żadnym innym języku takich słów abym mógł w pełni podziękować wszystkim za wczorajszy kapitalny wieczór. Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni moja choroba zaczęła postępować i tak naprawdę było i wciąż jest bardzo ciężko, lecz wczorajszy wieczór dodał mi nowego zastrzyku siły, mega pozytywnej optymistycznej energii, której potrzebowałem.

DSC_0150

Przede wszystkim chcę bardzo podziękować menadżer klubu Fabrika za ogromne zaangażowanie, pomoc, organizację. Dziękuję całemu zespołowi Mezo za poświęcony czas, zagranie świetnego koncertu. Dziennikarzowi Radia Merkury za przeprowadzenie aukcji. Dziękuję także pracownikom klubu Fabrika, którzy pomogli pokonać barierę, jaką są schody oraz wszystkim ludziom, którzy wczoraj przybyli i wsparli mnie nie tylko finansowo, ale również dobrym słowem.

DSC_0146

Kiedyś napisałem na swoim blogu, iż uważam, że są na tym świecie takie rzeczy, oraz takie marzenia, o które warto walczyć za wszelką cenę do samego końca. Walka o chodzenie jest na pewno jednym z nich. Dziękuję, że byliście i wciąż jesteście, pomagacie w dotarciu do celu, jakim jest kolejne leczenie dające mi szanse na powrócenie do normalnego życia, to wiele dla mnie znaczy. Pokonamy paraliż wierzę…

DSC_0155

Przeziębienie wciąż trzyma

Jestem po wymianie nowego cewnika, sama wymiana była jak zawsze nieprzyjemna, ale jest już za mną i na okres dwóch miesięcy mam prawdopodobnie spokój. Przyjmuję teraz armię leków, aby zapobiec zapaleniu pęcherza moczowego. Przeziębienie wciąż trzyma, mam nadzieję, że do jutrzejszego dnia będzie znacznie lepiej. Tymczasem czas na poranną rehabilitację.Miłego dnia.

Przeziębienie górą

Przeziębienie górą… od wczoraj choruję, gorączki nie mam, ale czuję się bardzo osłabiony, oprócz tego katar, kaszel. Dodatkowo sprawy neurologiczne dały znać bardziej o sobie bóle nasiliły się a spastyczność jest tak duża, że muszę uważać by nie wyrzuciło mnie z wózka. Próbowałem wczoraj jak i dziś ćwiczyć, lecz skończyło się tylko na czworakach, brak sił.

W poniedziałek jadę do urologa na kolejną wymianę cewnika, chociaż jest to bardzo nieprzyjemne to po prostu muszę. Oby było lepiej….

Jeszcze trochę i będzie dobrze…

Spastyczność w nogach i brzuchu utrudnia mi funkcjonowanie. Od około tygodnia jest mocno wzmożona, nie umiem napisać, co jest dokładnie tego powodem, ale zapewne składa się na to wiele czynników. Tabletki hamujące samoczynne napięcie mięśniowe przyjmuję w maksymalnych dawkach, lecz rezultatów nie ma. Podczas rehabilitacji mięśnie się rozluźniają, ale tylko na krótki okres, gdy z powrotem wejdę na wózek inwalidzki, mija kilkadziesiąt minut i cała spastyczność wraca.
Kiedy mięśnie brzucha się spinają nie mogę nabrać powietrza trwa to zazwyczaj kilka sekund, ale w odstępie czasu dostrzegłem, że powtórzenia są częstsze niż były kilka miesięcy wcześniej.

Nakrętek przybywa z każdym tygodniem, do leczenia również się przybliżamy i to tak naprawdę jest najważniejsza wiadomość. Jeszcze trochę i będzie dobrze…

lewandowskirobert.com

robert

Czasem boli zbyt mocno, ale nie można się poddawać tylko, dlatego że boli bądź jest ciężko

Dziś poniedziałek 1 października 2012 roku, czuję się … psychicznie naprawdę dobrze dzisiejszy sen był fantastyczny. Leżałem na szpitalnym łóżku chwilę wcześniej dostając iniekcję komórek macierzystych do mojego rdzenia kręgowego. Po kilkudziesięciu minutach powróciło czucie w nogach a po upływie kilku godzin zacząłem ruszać palcami w nogach… najbardziej niezwykłe w tym śnie było to, że był on niezwykle przejrzysty, czułem ruch palcami oraz swoje nogi, odzyskiwałem kontrolę nad swoim niewładnym ciałem. Kiedy się jednak przebudziłem wciąż znajdowałem się we własnym łóżku, w którym budzę się każdego dnia, pierwszy codzienny poranny rytuał to próba ruszenia kończynami dolnymi, ale nic magicznego się nie wydarzyło. Wiem to tylko sen, ale to optymistyczny sen, który jest dla mnie istotnie ważny. Podświadomość działa, pragnienie chodzenia nie minęło nie mija i nigdy nie przeminie. Wierzę, że to kwestia czasu, kompleksowego leczenia.

Fizycznie mogę powiedzieć w kratkę jeden dzień lepszy, następnie dwa gorsze, ból jest obecny każdego dnia zmienia się tylko jego odczuwalność. Czasem boli zbyt mocno, ale nie można się poddawać tylko, dlatego że boli bądź jest ciężko.