Archives for Sierpień 2012

Pozostaniesz w mojej pamięci…

Jan Twardowski kiedyś powiedział – Można odejść na zawsze, by stale być blisko…

Dziś mija pierwsza rocznica od odejścia Pauliny. Paulinę poznałem poprzez bloga, na którym podobnie jak ja opisywała swoją walkę z chorobą. Wyróżniała się od innych tym, iż pomimo choroby emanowała siłą, dawała ludziom serce i optymizm w borykaniu się z przeciwnościami losu.

swieca

Pozostaniesz w mojej pamięci…

Cztery miesiące Tigera.Wszystkiego Najlepszego !!

Dziś mijają cztery miesiące, od kiedy Tiger jest na tym świecie, wszystkiego najlepszego !!
Od chwili, gdy pojawił się w naszym domu do dnia dzisiejszego urósł dziesięciokrotnie, w zasadzie każdego ranka, gdy się budzę i przybiega do mojego łóżka, aby się przywitać odnoszę wrażenie, iż jest większy aniżeli był dnia poprzedniego. W jednym momencie gryzie kość za chwilę nosi go, aby coś zbroić prawie jak dziecko nie można spuszczać go z oczu. Codziennie z nim ćwiczymy, uczymy, ma lepsze i gorsze dni czasem jednak ogarnia go nygustwo i aby zechciał ćwiczyć trzeba przekupić go jakimś małym smakołykiem, bo inaczej nie da rady.

czterys

Cieszę się ze jest z nami, wnosi radość do mojego życia, ale myślę, że i wszystkich członków rodziny. Jest dla mnie dodatkową motywacją, aby wyzdrowieć. Chcę, aby nadszedł dzień, w którym będziemy mogli razem wychodzić na spacery, więc muszę codziennie ćwiczyć i się nie poddawać, dążyć do leczenia i wierzyć, że będzie dobrze innej drogi nie ma.

cztery

Optymistyczne nastawienie

Chociaż mijają kolejne dni mój stan zdrowia się nie poprawia, bóle w górnej części kręgosłupa, i w stawach kolanowych są bardzo silne. Lewa kość udowa ze stawu biodrowego wciąż wyskakuje pomimo zredukowaniu niektórych ćwiczeń. Fizycznie nie jest dobrze, ale psychicznie staram się zbytnio o tym nie myśleć. Zdaję sobie sprawę, że cała magia osiągnięcia sukcesu w walce z chorobą polega w dużej mierze po za oczywistym leczeniem na optymistycznym myśleniu i pozytywnym podejściu, dlatego wierzę, że będzie dobrze, musi być!!!

Pogarsza się…

Na przestrzeni dłuższego okresu czasowego czuję się gorzej, nie jest dobrze, bo to oznacza, że mój stan zdrowia prawdopodobnie się pogarsza i rzeczywiście tak właśnie jest. Pod koniec zeszłego tygodnia, w trakcie rehabilitacji zaczęła mi wyskakiwać lewa kość udowa ze stawu biodrowego. Musiałem przerwać ćwiczenia, ponieważ ból towarzyszący wyskakującej kości był nie do wytrzymania.

Udałem się na rentgen, aby zobaczyć jak obrazowo to wygląda i całe szczęście w tym całym nieszczęściu jest takie, że pomimo tego, iż kość wyskakuje jest ona dobrze obsadzona. Lekarz powiedział, iż problem leży jednak w porażonym ciele, mięśnie nie funkcjonują, nie pracują i to jest wynikiem takiego obrotu sprawy.

lewy

( zdjęcie lewego stawu biodrowego )

Najgorsze jest jednak to, że obecna rehabilitacja nie wystarcza i choroba zaczyna postępować, i chociaż w poprzedniej publikacji napisałem inaczej ( gdyż pokładałem wiarę, że kontroluję w miarę możliwości obecny stan) rzeczywistość mojego fizycznego stanu jest inna. Pogarsza się. Ogromną szansą jak dla mnie jest leczenie komórkami macierzystymi, o które walczymy każdego dnia, lecz wciąż brakuje środków finansowych abym mógł na nie się udać.

prawy

( zdjęcie prawego stawu biodrowego )

Rehabilituję się mniej, lekarka odrzuciła niektóre ćwiczenia, które wcześniej wykonywałem, aby zbyt mocno nie obciążać stawów biodrowych, lecz gdy mniej ćwiczę spastyczność w moim ciele wzrasta napinając samoczynnie nogi przy jakiejkolwiek zmianie pozycji na wózku inwalidzkim utrudniając również przy tym oddychanie.

Nie można się poddawać ani odpuszczać, bo to jest po prostu za łatwe…

Pragnienie chodzenia a zarazem ogromna potrzeba możliwości poruszania się na własnych nogach jest z każdym dniem coraz większa. Od ponad dwóch lat, gdy budzę się rano w swoim łóżku pierwsze, co robię to sprawdzam czy moje nogi ruszyły… pisałem o tym wiele razy, lecz żądza chodzenia jest tak duża, że nie umiem odpuścić.

Codziennie też rano ćwiczę, bo kiedy to robię i jestem na kocu, odnoszę wrażenie, że jestem bliżej celu, bliżej chodzenia. Najbardziej jednak w tym wszystkim boli to, iż pomimo tego, co robię niewiele się w moim organizmie zmienia na lepsze, jeśli w ogóle się zmienia na lepsze. Stoję w miejscu a to najgorsze, co może się przytrafić. Ćwiczenia dają mi równowagę, psychiczną stabilizację, że wykonując je każdego dnia nie pozwalam pogłębiać się chorobie, to bardzo ważne, zdaję sobie z tego z sprawę, ale chcę ruszyć dalej.

Nie poddam się to pewne, ale wyczekuję z utęsknieniem na dzień, w którym moje życie wskoczy na wyższy bieg, gdzieś w moim umyśle krąży świadomość tego, iż każdy dzień, w którym nie ruszam kończynami dolnymi jest na moją niekorzyść i im dłużej tak będzie tym będą mniejsze szanse na powrót do samodzielnego poruszania się.

Wierzę jednak, że moje leczenie w Chinach wszystko odmieni, któregoś dnia i dla mnie zapali się zielone światło. Nie można się poddawać ani odpuszczać, bo to jest po prostu za łatwe…