Archives for Kwiecień 2012

Wszystkiego dobrego na cały długi weekend.

Weekend w pełni pogoda dopisuję wyśmienicie, tyle tygodni człowiek czekał na taką pogodę i w końcu nadeszła, z polepszeniem warunków pogodowych niestety nie nastąpiło polepszenie mojego samopoczucia. Ból wciąż jest obecny w kręgosłupie, ciężko zganić to na pogodę czy niepogodę, kiedy padało było zbyt dużo wilgoci i wówczas również silnie odczuwałem dolegliwości, obecnie na dworze świeci słońce jest rewelacyjnie a ja źle się czuję. Ćwiczę codziennie jednak wczoraj i przedwczoraj nieco mniej, więcej odpoczywałem, odciążałem kręgosłup. Zobaczymy, co dzisiejszy dzień przyniesie.
W każdym jednak bądź razie optymistycznie i do przodu, przy takich warunkach pogodowych nie można się załamywać, schodzę z wózka na ziemię ćwiczyć a dla Was wszystkiego dobrego na cały długi weekend.

Trudny weekend za mną…

Trudny weekend za mną, od piątku wróciły bóle w górnym odcinku kręgosłupa, dokładniej w miejscu zainstalowanych metalowych klamer. Ciężko nawet wysiedzieć na wózku, czułem i nadal odczuwam ból, kłucie i ciągnięcie, jeżeli tak to można nazwać. Nie odpuściłem rehabilitacji, ćwiczyłem w sobotę do południa i popołudniu, niedziela podobnie, podczas ćwiczeń było nieco lepiej jednak po skończonej rehabilitacji wraz z upływem godzin bóle powróciły. W nogach stały ból, spastyczność nie daje za wygraną, połykam lek zmniejszający napięcie mięśniowe w maksymalnych dawkach dostępnych na dzień, ale poprawy, jako takowej nie widać. Czas pokaże, co przyniesie dzisiejsze popołudnie i najbliższe dni, liczę na zmianę, bo tak nie idzie funkcjonować.

Mam powody aby walczyć dalej…

Ludzie mówią że na wózku inwalidzkim można żyć, założyć rodzinę, ukończyć studia, znaleźć pracę, zaakceptować chorobę, swoją niepełnosprawność i przede wszystkim samego siebie jakim się jest. Odnaleźć spokój życiową równowagę i pokochać życie na nowo, przyjąć to co dał nam los.Łatwo niestety wypływają te słowa z ust osób pełnosprawnych, samodzielnie się poruszających nie mających żadnych problemów z chodzeniem, rdzeniem kręgowym ,które każdego dnia wstają idą do łazienki, biorą prysznic, stoją przy umywalce myją zęby, robią kanapki na uczelnie, do pracy, wychodzą na autobus bądź tramwaj.

Osoby będące po poważnym uszkodzeniu rdzenia kręgowego, jego przerwaniu, bądź całkowicie sparaliżowane w każdym bądź razie siedzące na wózkach inwalidzkich nie zawsze podzielają taki pogląd jak opisałem powyżej. Będąc w szpitalu poznałem wielu ludzi na wózkach jednak 90% z nich nie akceptuje wózka inwalidzkiego. Toleruje obecny stan ponieważ nie ma innych możliwości, albo chwilowo są one niedostępne. Życie na wózku inwalidzkim to nie tylko odpychanie się rękoma od kół. Kiedy siadasz na wózku inwalidzkim oznacza to że coś z Twoim rdzeniem kręgowym jest nie tak a jeżeli on nie funkcjonuje poprawnie wówczas całe Twoje ciało, ma problem.
Od poziomu uszkodzenia rdzenia kręgowego zależy zazwyczaj poziom niepełnosprawności a także pomocy jaką człowiek później potrzebuje. Każdy odbiera tą tragedie na swój własny sposób, jedni się godzą inni nie. Mówienie jednak osobie będącej na wózku inwalidzkim aby zaakceptowała chorobę nie mając nigdy samemu styczności z taką sytuacja jest nie na miejscu i nie do przyjęcia.

Wszystkie osoby niepełnosprawne , mające różnorakie schorzenia myślę łączy jedno chcą polepszyć swoje życie, sprawić aby każdy kolejny dzień był łatwiejszy, mniej bólu więcej radości z życia, mniej wyciągania ręki pomoc do bliskich a więcej dania z siebie dla całego otoczenia. Wszyscy pragniemy szczęścia bez względu czy jesteśmy zdrowi czy chorzy, dążymy do niego, szukamy różnych dróg, bo samo nic nie przyjdzie.

Mam prawie 26 lat przede mną prawdopodobnie jeszcze wiele lat życia, które za wszelką cenę chcę zmienić. Pragnę moje życie odmienić nie tylko dlatego aby ponownie zacząć chodzić, spełnić marzenie i dążyć do wyznaczania i spełniania nowych, ale aby odnaleźć szczęście, równowagę.

Nie zaakceptuję wózka, paraliżu ponieważ mam powody aby walczyć dalej. Dziękuję tym ludziom którzy mnie wspierają każdego dnia.

Trzeba ćwiczyć i nie tracić nadziei…

Czas świat upłynął w gronie najbliższej rodziny. Ogólnie przez ten cały okres aż do dnia dzisiejszego fizycznie czuje się możliwie, kilka godzin jest dobrze, a potem nadchodzi fala bólu czasem mija a czasem nie i trwa tak długo aż nie położę się spać. Każdy ranek, następne popołudnie jest zupełnie inne aniżeli było dnia poprzedniego, jednak ten ból jest w miarę umiarkowany idzie wytrzymać.

Rehabilituje się nadal, poruszanie się na czworakach po podłodze powoduję, że moje nogi na pewien krótki okres czasowy się rozluźniają, nie ma spastyczności, dzięki czemu mięśnie się nie spinają.
Wówczas dalsze ćwiczenia w innych pozycjach są możliwe do wykonania. Stabilizacja na kolanach przy łóżku idzie opornie, mam słabe lędźwie i nie do końca również czuję ten obszar ciała wszystko to powoduje, że jest mi bardzo ciężko utrzymać dłużej pozycję.

Pomimo że nie idzie tak jak bym chciał muszę dalej ćwiczyć, próbować i jeszcze raz próbować, zaprzestanie rehabilitacji spowodowałoby katastrofę i wówczas mógłbym pożegnać się z możliwością chodzenia a tego nie dopuszczam. Trzeba wierzyć i nie tracić nadziei…

Wesołych Świąt

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych,
chciałbym złożyć wszystkim oraz każdemu z osobna
najserdeczniejsze życzenia
dużo zdrowia, radości, smacznego jajka, mokrego dyngusa,
mnóstwo wiosennego optymizmu
oraz samych sukcesów
 
Wszystkiego dobrego

Złote lata rehabilitacji dobiegły końca…

Jest nieco lepiej, czuję, że siły powoli wracają, dziś do południa przećwiczyłem już o wiele więcej aniżeli w dniach poprzednich, nie mam dreszczy ani nie gorączkuję to dobry znak wszystko powoli się normuje. W tym kończącym się tygodniu dobiegła również końca moja rehabilitacja domowa ze skierowania. Dziesięć zabiegów minęło, najbliższe skierowanie jak powiedziała rehabilitantka mogę złożyć za trzy miesiące, czyli dopiero w czerwcu, od czerwca natomiast zostanę dopiero wpisany w kolejkę oczekujących na swój termin i przewidywany okres to następne trzy miesiące.
Szukamy różnych alternatyw, dużo staram się pracować sam, co kilka dni przychodzi również rehabilitantka prywatnie, niestety niemożliwością jednak jest abym każdego dnia miał u swego boku fizjoterapeutę, finansowo człowiek nie jest wstanie wytrzymać. Nie jest łatwo rehabilitować się w dzisiejszych czasach przed laty wyglądało to o wiele lepiej, pacjent kończył jedno skierowanie rozpoczynał drugie, jeżeli musiał czekać w kolejce na swoją kolej to bardzo krótki okres. Dziś miesiącami. Złote lata rehabilitacji pod względem różnorodności i ilości, możliwości zabiegów dobiegły końca. To jest tak naprawdę przykre, zmniejszenie rehabilitacji powoduje, powiększenie się ilości osób niepełnosprawnych w kraju, większa ilość osób niepełnosprawnych to większe obciążenie dla państwa a co za tym dalej idzie wszyscy wiemy.