Archives for Listopad 2011

Mały przełom w rehabilitacji…

Mahatma Gandhi kiedyś powiedział – Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego…

Ból w obrębie klamer jest znaczący, od kilku tygodni się utrzymuje, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mija. Jest obecny praktycznie cały czas, gdy ćwiczę, czytam książkę, bądź robię cokolwiek innego. Czasem czuje ukłucia, pieczenie, ale najczęściej ból w samym centrum zainstalowanego instrumentarium w moim kręgosłupie. Nie łatwo ocenić, w jakim kierunku to zmierza realistycznie patrząc jest ciężko, ale oprócz realizmu jest jeszcze nadzieja, wiara i optymizm i może rdzeń się regeneruje… czego bardzo bym chciał.

W ostatnich dniach nastąpił również mały przełom w rehabilitacji nie chciałem o tym wcześniej wspominać, ponieważ nie byłem pewny czy takie cuda powtórzą się dnia następnego, ale jednak praca zaowocowała. Nauczyłem się zakładać spodnie będąc na wózku, to dla mnie bardzo ważny znak, ponieważ jeszcze pół roku temu potrzebowałem pomocy przy zakładaniu bluzki a dziś jestem wstanie po ciężkich trudach ubrać spodnie, ale daję radę i to mnie cieszy….

Pewnego dnia tam wrócę, ale już na własnych nogach

Gichin Funakoshi kiedyś powiedział – Karate nie oznacza zwycięstwa, ale jest ideą, aby nie przegrać…

k1

Miniony weekend w głównej mierze minął na rehabilitacji, przykurcze, jakie mam w nogach są niepokojące a wzmożona spastyczność tej sytuacji nie poprawia a wręcz pogarsza nie pozostawało, więc nic innego jak intensywnie ćwiczyć.

k2

W sobotę jednak zostałem zaproszony przez trenera do jednej z szkół w Przeźmierowie na trening karate w roli widza. Był to niezwykły trening za sprawą japońskiego mistrza Hideo Ochi odwiedzającego Polskę. Poziom, jaki prezentowali karatecy był wręcz zdumiewający, uderzenia, wymachy, kopnięcia, kata jednym słowem wielka klasa.

k3

Udział w treningu dał mi bardzo dużo, można rzec byłem tylko widzem, ale tak naprawdę w myślach wykonywałem z wszystkimi uderzenia, wymachy, bądź kata. Byłem tu i teraz nic więcej się nie liczyło. Celem treningu jak się później dowiedziałem było zmotywowanie mnie do jeszcze większej pracy podczas rehabilitacji jeszcze większego wysiłku, jeszcze większej chęci powrotu na salę…. Pewnego dnia tam wrócę, ale już na własnych nogach…

Wierzyłem, wierzę i wierzyć będę…

William James kiedyś powiedział – Nie bój się życia. Uwierz, że warto żyć, a Twoja wiara sprawi, że tak będzie.

Wiara w siebie jak i w swoje marzenia wyzwala w człowieku dodatkową energię, siłę, która pozwala omijać przeszkody i kroczyć w obranym przez siebie celu. Siła paraliżu jest wielka nie ma, co do tego wątpliwości, ale oprócz tego jest siła motywacji. Ja motywuję się codziennie, ponieważ paraliż też jest obecny każdego dnia, on nie odpuszcza, ale ja również. Dziś czuję się gorzej fizycznie, zbyt dużo wilgoci i ból w kręgosłupie jest bardzo duży podobnie jak spastyczność. Wierzyłem, wierzę i wierzyć będę. Będzie lepiej, nie poddajemy się.

Optymistycznie wkraczamy w nadchodzący tydzień…

Przysłowie afrykańskie mówi – Zwróć swą twarz ku słońcu, a cień zostanie w tyle…

Minął kolejny tydzień rehabilitacji, zmagań z paraliżem. Czuję się stabilnie, są lepsze i gorsze godziny w ciągu dnia, ale się trzymam. Ból nadal jest obecny w kręgosłupie, ale umiarkowany, gorzej jednak jest z wzmożoną spastycznością w kończynach dolnych, nad którą nie mam żadnej kontroli.
Mimo wszystko każdego dnia realizujemy plan dziennej rehabilitacji i to jest chyba najważniejsze.
Optymistycznie wkraczamy w nadchodzący tydzień ….

Magiczny wieczór…

Peja kiedyś napisał – Pokonując granice własnej wytrzymałości wznosisz się na wyżyny własnych umiejętności, bo to życie oferuje nam dziś wiele możliwości. A ty łap los w swoje ręce nadal bądź Duchowo Mocny…

W sobotę 5.11.11 na Międzynarodowych Targach Poznańskich odbył się koncert Terrorym Fever 2 – Slums Attack + Goście. Cały występ przebiegał w fenomenalnej atmosferze i trwał kilka godzin.

peja

Podczas koncertu została przeprowadza zbiórka pieniędzy na moje leczenie w Chinach. Emocje, jakie mi towarzyszyły przez te kilka godzin naprawdę ciężko opisać. Byłem na wózku to fakt, jestem jeszcze sparaliżowany to też fakt, ale tego dnia to nie miało większego znaczenia, będący tam ludzie ich, wsparcie oraz muzyka wypływająca ze sceny spowodowało, że poczułem się ponad tym wszystkim. Ludzie podchodzili uścisnąć mi rękę, życzyć powodzenia w walce z chorobą lub wypowiedzieć te najważniejsze słowa „ nigdy się nie poddawaj, wygrasz to, będziesz chodził „ Udając się na ten koncert przełamałem kolejne bariery paraliżu, ale też umocniłem się w przekonaniu, że kroczymy właściwym torem. Walczymy dalej.

Chciałbym gorąco podziękować organizatorom koncertu, ochronie, wszystkim wykonawcom za fenomenalny koncert i przede wszystkim całemu zespołowi Slums Attack za pomoc, wsparcie oraz możliwość przeżycia tak magicznego wieczoru. Dziękuję również wszystkim ludziom, którzy wsparli mnie nie tylko finansowo, ale również dobrym słowem. Dziękuje także wolontariuszom za poświęcony czas oraz pomoc w zbiórce.