Archives for Październik 2011

Pewnego dnia będzie dobrze…

Jean Claude Van Damme kiedyś powiedział – nie ma rzeczy niemożliwych…

Pewnego dnia będzie dobrze…

Teraz jest czas rehabilitacji i walki o to, aby za wszelką cenę ponownie zacząć chodzić…

Sosai Masutatsu Oyama kiedyś powiedział – Jeśli nie pokonasz swojej tendencji do poddawania się zbyt szybko, twoje życie będzie prowadzić donikąd…

W tenisa stołowego zacząłem grać w wieku 7 lat jednak zanim trener dopuścił mnie do stołu musiałem przejść pewną drogę. Trenowałem pięć razy w tygodniu od poniedziałku do piątku, pojawiałem się na sali i pierwszą rzeczą, jakiej się nauczyłem było podbijanie piłeczki, cały problem polegał na tym, że nie zadowalało trenera, iż potrafiłem podbijać piłeczkę przez dwadzieścia bądź trzydzieści razy żądał stu, dwustu powtórzeń. Przez bardzo długi okres nie potrafiłem tego dokonać. W końcu przyszedł upragniony dzień i osiągnąłem zamierzony cel, pokazałem jak podbijam piłeczkę, jaką mam kontrolę, byłem z siebie niesamowicie dumny, liczyłem na to, iż teraz zostanę dopuszczony do stołu tenisa stołowego, ale nic podobnego się nie stało dostałem nowe zadanie. Kolejnym celem, jaki został mi postawiony było również podbijanie piłeczki, ale raz prawą raz lewą stronę rakietki. Nie wychodziło mi całkowicie to ćwiczenie, próbowałem tak przez kilka dni aż w końcu powiedziałem, że nie idę na trening, mam dość, nie chcę trenować. Minęło kilka dni i wróciłem na sale denerwował mnie fakt, że nie mogę wykonać danego zadania, na powitanie dostałem ochrzan, że chodzę w kratkę i się obijam a nie ćwiczę. Wróciłem do ćwiczeń podbijania piłeczki, mijały dni aż w końcu po dłuższym czasie opanowałem ćwiczenie. Kiedy trener zaakceptował moje podbijanie piłeczki, kontrolę nad rakietką dopuścił mnie do stołu, w dalszej kolejności była nauka trzymania rakietki, prawidłowa postawa, serwisy aż w końcu nauczyłem się grać. Z treningu na trening szło coraz lepiej z biegiem czasu nauczyłem się bloków, top spinów, uderzeń. W końcu przyszła pora na pierwsze turnieje i pierwsze sukcesy sportowe. Mijały lata aż w końcu nadszedł ten przykry dzień, którym nie otrzymałem zdolności do gry i musiałem się pożegnać ze sportem.

Karate trenowałem tylko około półtora roku, ponieważ choroba nie pozwoliła mi na więcej, początki były bardzo trudne chwiałem się, nie potrafiłem utrzymać prawidłowej postawy ani tym bardziej wyprowadzić prawidłowego ciosu. Dodatkowo gdzieś w podświadomości powstała bariera ciężka do przeskoczenia moja niesprawność, niemożność wykonania danego ćwiczenia spowodowała, że chciałem odpuścić. Jednak z drugiej strony wiedziałem, że nie mogę, ponieważ miałem z trenerem wyznaczyliśmy cel nie chciałem ani siebie ani jego zawieźć, wytrwale chodziłem, z upływałem treningów było jednak lepiej. Nasze rozmowy, trenerska motywacja i kilka innych czynników spowodowało, że przełamałem psychiczne bariery i karate stało się częścią mojego życia. Trenowałem fakt faktem tylko albo aż półtora roku, ale ten czas pozwolił przygotować mi się na piekło, którego doświadczyłem. To, co otrzymałem podczas treningów jest bezcennym darem na całe życie. Liczę i wierzę, że pewnego dnia znów będę mógł wrócić do tego pięknego sportu.

Teraz jest czas rehabilitacji i walki o to, aby za wszelką cenę ponownie zacząć chodzić. Jest ciężko wiadomo, mam lepsze i gorsze dni jak każdy, czasem chciałbym odpuścić, zostawić to tak jak jest, ale między Bogiem a prawdą takiej opcji niema, nie można się poddawać, trzeba walczyć. Zrezygnować z marzeń? powrotu na karate? wejścia o własnych nogach na wieżę Eiffla czy jeszcze kilku innych marzeń? To tak nie działa, tak nie można. Życie doświadczyło mnie tak a nie inaczej, karate nauczyło mnie walczyć a Jena Claude Van Damme swoją osobą pokazał, że wszystko jest możliwe pod warunkiem, że w siebie wierzysz, co w efekcie i u mnie zrodziło się to przekonanie. Kiedyś doprowadzimy do leczenia w Chinach, kiedyś również wstanę i będę chodził, nie poddam się, nie można się poddawać bez względu w jakiej sytuacji człowiek się znajduje…

Kiedy chodzisz jesteś w raju, kiedyś jesteś na wózku jesteś w piekle, kiedy skosztujesz tego i tego zrobisz wszystko, aby wrócić do raju…

Fryderyk Nietzsche kiedyś powiedział – Z największej rozpaczy można uczynić najbardziej niezwyciężoną nadzieję…

Kolejny weekend za nami i cały tydzień przed nami. Jak wiecie od jakiegoś czasu staram się uzyskać numer sms niestety jest to proces bardzo długi, ale nie niemożliwy. Obecnie jesteśmy na etapie czekania, czekamy na odpowiedz ze strony telewizji czy zechcą wyemitować krótki spot reklamowy. Jeżeli wyrażą chęć wówczas trzeba będzie uzyskać jeszcze przychylność wszystkich operatorów sieci komórkowych, jeżeli i w tym przypadku wszystko potoczy się dobrze wtedy będziemy na dobrej drodze. Każdego dnia w dalszym ciągu wysyłam e-maile gdzie tylko jest to tak naprawdę możliwie. Akcja nakrętkowa przebiega rewelacyjnie, nakrętki są zbierane w szpitalach, szkołach, sądach, restauracjach, barach, a nawet policji, macie nakrętkowe serca. Zbiórka pieniędzy na leczenie w Chinach idzie bardzo powoli, problem też polega na tym, że część pieniędzy przeznaczana jest na rehabilitacje, której tak bardzo potrzebuje. Pomimo to, iż minął ponad rok od operacji kręgosłupa w dalszym ciągu konieczna jest profesjonalna pomoc rehabilitacyjna. Dziękuję jednak wszystkim za wsparcie, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Cały czas szukamy drogi, która przybliży nas do upragnionego celu.

Ludzie w życiu podejmują decyzje nie zawsze zgodne ze sobą ze swoim sumieniem, decyzje jednak to są podjęte pod pewnym przymusem, chęcią zyskania czegoś za coś, bądź po prostu tak należy zrobić. Gdyby była taka możliwość chciałbym sprzedać swoje organy, aby tylko uzyskać wymaganą sumę i udać się na leczenie. Jednak najbliżsi nie chcą nawet o takiej opcji słyszeć. Kiedy się urodziłem chodziłem długi czas, bo aż do 17 roku życia, potem straciłem czucie w nogach i los spowodował, że przez około 12 miesięcy jeździłem na wózku, nie zrezygnowałem i można rzec, że w pewnym sensie oszukałem przeznaczenie gdyż po tych 12 miesiącach znów zacząłem chodzić, chociaż nikt nie dawał nadziei. Minęło kilka lat i znów jestem na wózku. Chcę ponownie wstać, ale tym razem już na dobre. Kiedy chodzisz jesteś w raju, kiedyś jesteś na wózku jesteś w piekle, kiedy skosztujesz tego i tego zrobisz wszystko, aby wrócić do raju. Każdy dzień, w którym nic nie dzieje się pozytywnego w moich nogach jest na moją niekorzyść, każdego dnia oddalam się od możliwości chodzenia mam tego świadomość i zdaję sobie z tego sprawę, dlatego leczenie w Chinach jest tak dla mnie tak ważne, ponieważ jest jedną z ostatnich szans na to, że kiedykolwiek będę mógł jeszcze chodzić.

Umysł każe mi myśleć pozytywnie i walczyć dalej, pewnego dnia będzie lepiej wierzę w to…

Menander kiedyś napisał – Rozum jest naszym bogiem – sprawcą szczęścia i nieszczęścia…

Weekend minął bardzo szybko i miło. W piątek podobnie jak i w sobotę odwiedzili mnie znajomi jedni z uczelni a kolejni z czasów jeszcze liceum. Podsumowując spotkanie życie pędzi szybkim torem niektórzy się zaręczają, zawierają związki małżeńskie, awansują w pracy bądź zakładają własne firmy a jeszcze inni powoli wychowują już swoje dzieci.
Czas płynie nie ubłaganie, ale taka kolej rzeczy.

Odwiedziny spowodowały, że na kilka godzin wyłączyłem się z bólu, od piątku powróciły duszności i doskwierający ból w okolicach klamr. Główna przyczyna nie jest znana podejrzewam, że bardzo duże znaczenie ma pogarszająca się pogoda, zbyt dużo wilgoci, opadów i organizm zaczyna rządzić się swoimi prawami. Noce również mam nieprzespane
spastyczność w nogach jest bardzo duża i każda próba przekręcenia się na prawy bądź lewy bok powoduje, że muszę uważać, aby nie wywaliło mnie z łóżka, nogi zginają się prostują i tak przez kilka dobrych sekund do tego wzmożone napięcie mięśniowe i brak jakiejkolwiek kontroli nad ciałem.

Umysł każe mi myśleć pozytywnie i walczyć dalej, pewnego dnia będzie lepiej wierzę w to…

Dojrzeć światełko nadziei w tunelu

Barack Obama kiedyś powiedział – Żyjemy w trudnych czasach, więc bardzo łatwo jest nam popaść w zwątpienie. Świat aż wrze od konfliktów, a w polityce przybywa cyników. Trzeba zatem zdobyć się na pewną zuchwałość, by dojrzeć światełko nadziei w tunelu…

p1

Jak napisałem w poprzedniej notce w tym roku prawdopodobnie do żadnego szpitala rehabilitacyjnego nie uda mi się już dostać wyczerpany limit, brak miejsc, chociaż nadal szukam. Ćwiczę, codziennie ćwiczę pompki, podejmujemy próby pionizacji, wykonujemy ćwiczenia na czworakach, boku, plecach, męka z piłką i „ chodzenie na kolanach „ w stołkach.

p2

Rezultaty są, jestem sprawniejszy niż w zeszłym roku o tej samej porze to pewne, ale w głębi serca wiem i czuję, że może być jeszcze lepiej.

p3

W nogach natomiast zmian nadal brak, nie mogę wciąż ruszyć żadnym palcem u nogi, to mnie w pewnym sensie przeraża, wiadomo również, że każdy dzień, w którym nic pozytywnego się nie dzieje w nogach jest na moją niekorzyść.

p4

Pomimo wszystko nadal mam nadzieję. Nadzieja wyzwala w człowieku dodatkową siłę, która odradza się w nas jak Fenix z popiołu… w trudnych momentach, dziś, jutro, pojutrze brak sił, ale na czwarty dzień nadzieja powoduje, że idzie się dalej w kierunku marzeń, niemożliwe nie istnieje…