Archives for Kwiecień 2011

Nie zaakceptuję dopóki nie wygram, a wygram ponieważ nie lubię przegrywać….

Ralph Waldo Emerson kiedyś napisał – Do wszystkiego, co czynisz potrzeba ci odwagi. Jakikolwiek kurs obierzesz, zawsze znajdzie się ktoś, kto ci powie, że idziesz w złym kierunku, zawsze pojawi się pokusa myślenia, że Twoi krytycy mają rację. By nakreślić kurs działania i zrealizować go do końca, potrzeba Ci odwagi.

Czuję się lepiej zakażenie ustąpiło lawina antybiotyków zrobiła swoje. Wciąż jestem osłabiony gdyż dalej je przyjmuje ale już funkcjonuje, od dwóch dni ćwiczę nie na pełnych obrotach ale zawsze do przodu.

Ludzie którzy mnie otaczają chcą abym ruszył w przód… zostawił przeszłość za sobą i podążał dalej z tym co mam. Wrócił na studia, znalazł pracę, zaczął czerpać radość z życia.
W pewnym sensie zaakceptował wózek, chorobę, długotrwałą rehabilitację a może i nawet do końca życia.

Akceptacja według mojej myślowej bazy danych polega na przyjęciu tego co jest, co dał ci los, Bóg ? , pogodzeniu się z samym sobą i życiu z tym co masz. Mając 14 lat nie wiedziałem jak będzie wyglądało moje życie byłem przerażony chorobą , nie do końca wiedziałem nawet na czym polega moja choroba i jakie problemy są z nią związane ale wiedziałem że to nic dobrego uświadomiłem sobie to wówczas gdy na jednej z konsultacji lekarskich lekarz wyprosił mnie z gabinetu chcąc zamienić parę słów z rodzicami. Potem dowiedziałem się oczywiście jaki był temat mianowicie podjęcie się heroicznej operacji która zakończyłaby się w najlepszym wypadku wózkiem inwalidzkim w najgorszym paraliżem całego ciała albo tak na dobrą sprawę mogłoby mnie już na tym świecie nie być. Podjąłem prawdopodobnie na tamten czas jedną z najważniejszych decyzji mojego życia zrezygnowałem z operacji. Pogłębiałem swoją wiedzę o mojej chorobie byłem coraz bardziej świadom swojej decyzji i piekła do którego miałem wkroczyć, ale tak między Bogiem a prawdą było jakieś inne wyjście? Podjęlibyście się operacji w której nie ma żadnych szans? Cały sens operacji polegałby na stabilizacji kręgosłupa by zagięcie się nie pogłębiało… ale po operacji w najlepszym wypadku jesteś sparaliżowany od pasa w dół. Jak można taki fakt zaakceptować? Według mnie po prostu niemożliwe. Mijały lata rehabilitacji wzlotów i upadków, wózek po raz pierwszy, kilka miesięcy rehabilitacji i ponownie zaczynasz chodzić , po kilku latach znów przestajesz chodzić i wózek po raz drugi i dalej walczysz… a teraz miałbym to zaakceptować ?przyjąć to co jest? wybaczcie ale nie potrafię, z całym szacunkiem dla wszystkich ale myślę że najważniejsze w życiu jest to aby najpierw żyć w zgodzie ze sobą a później z innymi… postawiłem wszystko na jedną kartę albo się coś robi na maksimum swoich możliwości albo nie robi się tego wcale. Nie zaakceptuję dopóki nie wygram, a wygram ponieważ nie lubię przegrywać. Będę chodził nie wiem kiedy ale będę chodził…