Archives for Marzec 2011

Dlaczego doktorze, lecząc innych, nie leczysz się sam?

Ezop kiedyś napisał – Dlaczego doktorze, lecząc innych, nie leczysz się sam?

Sobota późne popołudnie –osłabienie organizmu ,lekkie drgawki, noc mimo wszystko przespana.
Niedziela poranek spokojny – południe drgawki, wysoka temperatura, kładę się do łóżka . Do wieczora nic się nie zmienia temperatura nadal wysoka ,nowe objawy ból głowy, godz. 20 wzywamy pogotowie ratunkowe – pogotowie dociera po 20 min. „ Miał Pan wymieniony Cystofix a czy podano potem antybiotyki ? „ oczywiście iż takowych nie dostałem. Otrzymuję zastrzyk domięśniowy na zbicie gorączki, biorę antybiotyki. Noc ciężka bóle głowy, drgawki, wymioty, ogóle osłabienie organizmu. Poniedziałek rano – wysoka gorączka, tabletki obniżające stan gorączkowy nie przynoszą rezultatu, wzywamy lekarza rodzinnego. Lekarka dodaje kolejny antybiotyk i każe czekać na rozwój wypadków jeżeli się nic nie poprawi trzeba jechać do szpitala. Praktycznie cały dzień mija w wysokiej temperaturze, nadchodzi wieczór tabletki minimalnie obniżają moją temperaturę. Noc bardzo ciężka wymioty, bóle głowy, bardzo wysoka temperatura, osłabienie organizmu drgawki. Godz. 2 w nocy ponownie wzywamy pogotowie ratunkowe przyjeżdża inna ekipa ponownie pada pytanie czy przy wymianie Cystofixu dostałem jakiekolwiek antybiotyki ? odpowiadam że nie. Odpowiadają że doszło do zakażenia i brak antybiotyków przy wymianie spowodował to co spowodował.
Dziś jest Wtorek czuję się minimalnie lepiej, gorączka spada i wszystko mam nadzieję zaczyna się krystalizować. Jedyne co smuci to brak rehabilitacji a jak wiadomo każdy dzień w którym nie ćwiczę jest na moją niekorzyść.
Wszystko byłoby prawdopodobnie dobrze gdyby lekarz obstawił mnie lekami po zmianie Cystofixu. Takie niedociągnięcia są według mnie nie do przyjęcia.

Trzeba walczyć i ćwiczyć samemu dziś, jutro, za tydzień, za miesiąc aż w końcu się uda

Khalil Gibran kiedyś napisał – Nie rezygnuj z nadziei, nie daj się ponieść rozpaczy z powodu tego, co się stało. Opłakiwanie tego, co nie wróci, co zostało stracone bezpowrotnie, jest najgorszą z ludzkich słabości.

Wczoraj wróciłem do domu na dobre opuściłem szpital po prawie 6 tyg.
„ rehabilitacji „ było jak było, ale staram się szukać pozytywnych aspektów tego pobytu, jednym z nich jest zapewne pozytywna opinia na temat ściągnięcia ortezy oraz czynna pionizacja przy poręczach.

Ostatni tydzień w szpitalu był trudny gdyż pojawiły się problemy z Cystofixem efektem, czego były zaburzenia w oddawania moczu przez owy Cystofix, zaczął się zapychać a także pojawiły się bóle.
Zgłosiłem problem do lekarzy, ale cały szkopuł polegał na tym, że w szpitalu, w którym leżałem nie ma takiej możliwości, aby wymieniono mi Cystofix , więc trzeba było dzwonić do innego szpitala, tam nikt nie odbierał telefonu przez kilka dni, każdego dnia zgłaszałem ten sam problem, bowiem bóle były co raz silniejsze, w końcu lekarka zamówiła karetkę i pojechałem na „ dziko „ zanim jednak to nastąpiło w trakcie porannej wizyty powiedziała „ tam nikt nie odbiera telefonu, pojedziesz karetką do szpitala ale…. będziesz musiał sobie wywalczyć zmianę tego Cystofixu…. „ Powiem szczerze że te słowa mnie osłabiły, Cystofix został wymieniony udało mi się wynegocjować zmianę na nowy, chociaż na początku szło opornie gdyż chcieli go tylko przeczyścić . Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, szpital powinienem zapewnić kompleksową opiekę medyczną każdemu pacjentowi.

Najwcześniej do szpitala będę mógł wrócić za pół roku, nie ma wcześniejszych terminów a jak wiadomo rehabilitacji potrzebuje wielu ludzi. Pomyślałem, więc że skorzystam może z innej kliniki, poprosiłem, więc wczoraj lekarkę o wypisanie skierowania, chętnie wypisze ale… jeżeli czeka się w jednym szpitalu w kolejce to nie można rzekomo składać podania o przyjęcie do drugiego szpitala – bariery nfz , gdybym jednak zrezygnował ze szpitala, w którym obecnie byłem i złożył podanie o ponowne przyjęcie po odbytej rehabilitacji w innym szpitalu wówczas będę czekał 2 lata… ale to jeszcze nie wszystko rehabilitacja domowa refundowana przez nfz może być tylko do roku czasu po przebytej operacji.

Opłakiwanie sytemu działania rehabilitacji nic nie da… trzeba walczyć i ćwiczyć samemu dziś, jutro, za tydzień, za miesiąc aż w końcu się uda….

Dalej wierzę…

Phil Bosmans kiedyś napisał – Nigdy nie zapominaj najpiękniejszych dni twego życia! Wracaj do nich, ilekroć w twoim życiu wszystko zaczyna się walić.

19 marca 2011 kolejna przepustka i kolejny kilkugodzinny pobyt w domu. Mijają kolejne dni a zarazem kolejny tydzień w szpitalu. Przykro mi to pisać, ale odczuwam, iż moje postępy rehabilitacyjne się cofają… powodem prawdopodobnie jest lek, który dostawałem przez kilka dni… jego zadaniem było zmniejszenie spastyczności ( niekontrolowanego napięcia mięśniowego ) lek spełnił swoje zadanie złagodził spastyczność, ale również osłabił cały organizm, w tym ręce, kręgosłup, jak i również spowodował słabsze krążenie krwi w nogach a co za tym idzie? zimne nogi oraz zaburzenia czucia… wszystko może przebiegałoby dobrze, ale lekarze zaczęli podawać lek od najwyższych dawek, co zaburzyło pracę mojego organizmu. Obecnie nie biorę już tego leku oznajmiłem lekarzom, że nie chcę go przyjmować gdyż przynosi więcej szkód niż pożytku.

Ćwiczę dalej i staram się nie myśleć o tym, co zaszło w organizmie, chociaż nie idzie ukryć, że jest gorzej, czeka mnie ostatni tydzień pobytu w szpitalu potem powrót i dalsza walka w domu. Dalej wierzę…

Chcę wierzyć…

Paulo Coelho kiedyś napisał – Nigdy nie wolno przestać wierzyć… i wyobraź sobie, że ja mocno wierzę i chciałabym kiedyś otrzymać sygnał zwrotny…

Dziś jest 12 marca 2011 roku sobota dla wielu ludzi na świecie to dzień odpoczynku, dla innych dzień pracy, zabawy czy pogoni za szczęściem, dla mnie to kilka godzin przestrzeni. Po 4 tygodniach pobytu w szpitalu dostałem upragnioną przepustkę , na cały dzisiejszy dzień. Potrzebowałem jej jak tlenu… kiedy idziesz do szpitala na jakiekolwiek ale krótkotrwałe badania bądź przychodni zbytnio nie zwraca się uwagi na otoczenie ,chorych ludzi, idziemy wówczas załatwić jedną sprawę, jedno badanie następnie wracamy do normalnego życia…. Kiedy jednak trafiasz do szpitala na parę tygodni bez względu czy jest to odział rehabilitacyjny, pooperacyjny bądź jakikolwiek inny… zatrzymujesz się i uświadamiasz sobie jakie to życie jest niesprawiedliwe… widzisz wielu ludzi a w każdym z nich można dostrzec inną chorobę… w ich oczach natomiast ból, żal, smutek, niepewność… sporadycznie tylko radość ,nadzieje, szczęście bądź euforię.

Mijają cztery tygodnie rehabilitacji i z przykrością stwierdzam cztery razy rozczarowanie. Rehabilitacja z rehabilitantem bądź studentami jest każdego dnia ale trwa w granicach ok. godziny, dalej to już ćwiczenia na tzw. „ bloczkach „ gdzie ćwiczymy z przyrządami ,bądź elektroterapia. Dla ludzi chodzących jest basen natomiast hydroterapia jest całkowicie wyłączona z rehabilitacji z powodu braku finansów. Zdarza się czasem i tak że zabraknie jakiegoś leku. Piszę o tym ponieważ jestem zawiedziony dlaczego ? chociażby dlatego iż 10 lat temu kiedy byłem pierwszy raz na rehabilitacji było znacznie lepiej. Pacjent zaczynał ćwiczenia ok. godz. 9 a kończył ok. godz. 13 był w ciągłym toku ćwiczeń wówczas odczuwało się efekty leczenia dziś niestety śmiało trzeba stwierdzić że rehabilitacja w tym szpitalu „ umiera „ i to jest przykre.

Paraliż w dalszym ciągu się utrzymuje, w dalszym ciągu również nie potrafię poruszyć palcami u nóg, jestem pionizowany czynnie ale nie mam zbytnio siły ustać innymi słowy serce chce a ciało najnormalniej w świecie nie daje rady, bywa że upadnę na ziemię i w takich chwilach chce mi się wyć ,krzyczeć, nie dlatego że upadłem czy z fizycznego bólu, ale z powodu bezradności… w głowie rodzi się myśl po co to wszystko robię… jedna półkula mózgowa chcę odpuścić a druga jej na to nie pozwala i każe robić dalej swoje… to jest jak narkotyk, nie potrafię odpuścić dalej chcę wierzyć. Zaczynam powoli szukać nowych alternatyw gdyż pobyt w szpitalu powoli dobiega końca, a Atlanta nie odpisuje.

klamry1

Jedynym ale jakże wielkim plusem jest to iż z kręgosłupem jest dobrze, tomograf komputerowy wykazał iż wszystko dobrze się zagoiło i mogę poruszać się na wózku inwalidzkim bez ortezy , czuje ewidentnie metalowe klamry ale nie martwią mnie one wręcz przeciwnie podchodzą do tego tak że jestem teraz silniejszy … wierzę że pewnego dnia nogi się obudzą i zacznie krążyć w nich życie… ćwiczyć i wierzyć….