Archives for Grudzień 2010

Życzę Wam

Życzę Wam …

365 – szczęśliwych dni…
53 – cudownych weekendów…
12 – radosnych miesięcy
4 – kolorowych pór roku

Wspaniałego Roku 2011…

W kodeksie bushido nie ma słowa: nie można

Sensei Gerard kiedyś do mnie powiedział – ” w kodeksie bushido nie ma słowa: nie można !!! „

washi

Okres świąteczny minął bardzo pozytywnie czas spędzony z najbliższą rodziną po tak nie ukrywajmy długich przygodach szpitalnych to najlepszy prezent jaki ktokolwiek może sobie wymarzyć. Dzień przed świętami spotkała mnie bardzo mila niespodzianka mianowicie odwiedził mnie mój Sensei.

Jest wielkim profesjonalistą jako nauczyciel, trener, ma niesamowite podejście do człowieka, potrafi dotrzeć do każdego zmienić jego nastawienie a na treningach wydobyć maksimum możliwości, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych , uczy jak walczyć z przeciwnościami losu a przede wszystkim jak nigdy się nie poddawać!
Nie pozwoli na to bym pozostał na wózku… kiedy usłyszałem te słowa to jakby wstąpiła we mnie nowa gigantyczna energia do dalszej walki, wiadomo nie od dziś że obydwoje chcemy tego samego czyli powrotu do treningów jak i udziału w turniejach. Dziś nie trenuję ale nadal czuję i uważam się za zawodnika klubu WASHI … wiem że pewnego dnia tam wrócę. Jestem szczęśliwy że otaczają mnie ludzie którzy również walczą, wierzą, i robią wszystko by do tego triumfu doprowadzić, są ze mną na dobre i na złe. Dziękuję.

Wesołych i spokojnych świąt

Z Świątecznego korzystam zwyczaju,
By przesłać Wam życzeń tyle
, ile kwiecia w maju
I życzę Wam naprawdę z całą serdecznością
By święta te napełniły duszę radością
Czegóż jeszcze Wam życzyć
mogę?
Zdrowia i dostatku!
Szóstki w Totka, a także ogromnego spadku!
Siedmiomilowych butów i czapki niewidki,
Spełniającej życzenia małej złotej rybki
Kury ze złotym jajem, Lampy Aladyna,
Sezamu Ali Baby i szczodrego dżina,
Niebieskich koralików, zwierciadeł magicznych,
Dywanów latających i talentów licznych.
Samych miłych perspektyw, uwag błyskotliwych,
Wielu ludzi przyjaznych, niewielu życzliwych.
Masy sukcesów małych, wielkich, gigantycznych,
Poklasku i uznania i awansów licznych.
Mieszkania w Nowym Jorku, willi w Kopenhadze,
Przytulnej garsoniery gdzieś tam w Czeskiej Pradze,
Rezydencji we Włoszech, w Alpach małej chatki,
A w południowych Indiach plantacji herbatki. Super rancho w Meksyku, pałacu w Pekinie I innego schronienia w wybranej krainie. Rejsu dookoła świata, gdzieś w nieznane wypraw, Ekscytujących doznań, smaku nowych przypraw. Może nagrody Nobla w jakiejś kategorii, I życia w stanie choćby lekkiej euforii. Do tego wiele zdrowia, kondycji, miłości, Dużo radości z życia i wiecznej młodości.
Wesołych i spokojnych świąt…

To co gdzieś po drodze utraciłem powróci…

John Milton kiedyś napisał – Umysł jest swoim własnym panem i sam potrafi niebem uczynić piekło i piekłem niebo…

Kilka dni po operacji leżąc na szpitalnym łóżku rozpocząłem próby poruszania wszystkimi kończynami,władza w rękach zaczęła dość szybko wracać, po paru dniach mogłem unieść rękę do góry i zgiąć palce, trudnością było chwycić cokolwiek do ręki i to utrzymać. Próba poruszania kończynami dolnymi była znacznie gorsza ,zero reakcji, ale jeszcze większym problemem był fakt że zacząłem postrzegać moje nogi jako obce ciało… jakby to nie były moje nogi… podawane zastrzyki, masaże nóg , początkowa rehabilitacja w łóżku , kompletnie nic nie zmieniło w moim umyśle, cudze nogi….

Na dzień dzisiejszy mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć że zaczynam czuć własne ciało, wraca czucie w kręgosłupie, klatce piersiowej i w nogach, myślę że to kolejny krok do upragnionego celu. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć jak kiedyś chodziłem bo jednak był taki czas że byłem bardzo sprawny poruszałem się samodzielnie , trenowałem tenisa stołowego potem sztukę walki , na chwilę obecną to wszystko jest zamazane.Wstawanie przy balkoniku, utrzymanie prawidłowej postawy , zrobienie kroku , równowaga ,poruszanie się przy pomocach medycznych, dziś jest to dla mnie magia…. ale kilka miesięcy temu magią było dla mnie także czucie własnego ciała poczucie i świadomość tego że to moje ciało , a jednak powoli ale wszystko zaczęło wracać… pokładam więc wiarę że na przestrzeni kilku miesięcy wejdę na kolejny wyższy poziom i to co gdzieś po drodze utraciłem powróci a
efektem końcowym będzie chodzenie…

” To brak wiary w siebie sprawia, że ludzie boją się podejmować wyzwania… „

Muhammad Ali kiedyś oznajmił „ To brak wiary w siebie sprawia, że ludzie boją się podejmować wyzwania. Ja w siebie wierzę „

Usain Bolt – jamajski lekkoatleta , trzykrotny mistrz olimpijski z Pekinu , obecnie najszybszy sprinter na świecie. Rocky Marciano – amerykański bokser, niepokonany mistrz świata wagi ciężkiej. Lance Armstrong – amerykański kolarz , siedmiokrotny zwycięzca Tour de France. Tiger Woods – amerykański gracz w golfa, najmłodszy zawodnik wygrywający turniej Masters . Maria Jurjewna Szarapowa – rosyjska tenisistka, zwyciężczyni Wimbledonu w 2004 roku. Wszyscy Ci ludzi jak i wielu niewymienionych wybitnych sportowców mają wspólne cechy … charakteryzują się pragnieniami, marzeniami oraz wizją. Takie osoby pokazują co może człowiek zdziałać mając przed oczami cel…

Kiedy 17.07.2003 roku pierwszy raz straciłem czucie w nogach pomyślałem że nie dam rady, rezygnuję z marzeń , chcę odpuścić. Minęło parę tygodni i marzenia w mojej głowie powróciły problem polegał na tym że chociaż bardzo chciałem pogodzić się tragedią jaka się wydarzyła nie potrafiłem. Rozpocząłem intensywną rehabilitację po roku czasu czucie powróciło, zacząłem poruszać się bez pomocy medycznych . Pamiętam w jednej z rozmów z rehabilitantem powiedziałem że gdyby w przyszłości zdarzyła mi się podobna sytuacją nie dam już więcej rady to przez co przeszliśmy było piekło… Mija parę lat i wszystko wraca tylko w mocniejszym wymiarze i chociaż parę lat temu wypowiedziałem inne słowa że nie dam rady , tak naprawdę dziś chociaż chciałbym zrezygnować po prostu nie potrafię to jest silniejsze ode mnie. I myślę sobie że dopóki ja i wszyscy ludzie na tej ziemi żyjemy powinniśmy mieć wiarę i nadzieję..

Każdy kolejny dzień to nowy zastrzyk rehabilitacji…

Robert Louis Stevenson napisał: „ Nie możesz uciec przed słabościami, musisz je zwalczyć lub zginąć. I jeśli tak ma być, czemu nie teraz, tam gdzie stoisz? ”


Budząc się każdego dnia rano w swoim łóżku próbuję poruszyć stopami, palcami… każdego wieczoru zasypiam z nadzieją że to jutro będzie ten dzień… dzień w którym odzyskam pełną władzę nad swoim ciałem… na razie nic się nie dzieje nogi ani drgną … jak wiadomo sprawność ruchowa powraca po wielu miesiącach. Jest to bardzo długi mozolny proces i nie idzie go przyspieszyć , wszystko musi toczyć się swoim własnym torem wspomóc mogę tylko poprzez konsekwentną rehabilitację. Lekarze uważają że każdy kolejny dzień zmniejsza moje szanse na samodzielne chodzenie ja jednak interpretuję to inaczej, każdy kolejny dzień to nowy zastrzyk rehabilitacji, w każdych następnych dniach może pojawić się nowa możliwość operacji na kręgosłupie , rdzeniu kręgowym.
Zawsze są dwa wyjścia albo zaakceptuje się daną sytuację w jakiej człowiek się znajduję albo pójdzie się dalej, tylko rezygnacja z wyznaczonego celu to przegrana , cała reszta to krok naprzód …

Jest dobrze a będzie jeszcze lepiej…

Edward Estlin Cummings kiedyś powiedział być nikim, ale sobą, w świecie, który robi wszystko, co w jego mocy, dniami i nocami, by zrobić z ciebie przeciętniaka, oznacza walkę w najcięższej bitwie w jakiej dane było walczyć ludzkości i która nigdy się nie skończy.

Gdy opuszczałem szpital byłem bardzo szczęśliwy z drugiej jednak strony przerażony. Obawa była taka jak sobie dalej poradzę … jak będę poruszał się wózkiem inwalidzkim po domu… jak będzie wyglądała sytuacja z tak przyziemnymi sprawami jak toaleta… prysznic… co będzie dalej z moją rehabilitacją… zostałem wypisany ze szpitala ale rehabilitacji domowej nie będzie… ponieważ nie ma już terminów na ten rok a na następny są również bardzo odległe… Minęło dokładnie siedem dni i daję radę… ćwiczę ile mogę w zasadzie dwa razy więcej niż w szpitalu… dużo mogę zrobić sam ale przy niektórych ćwiczeniach potrzebuję pomocy członka rodziny… co najważniejsze moja miednica przy „ czworaczkach „ zaczyna się stabilizować … ruszyłem do przodu… zaczynam trzymać pozycję… jest dobrze a będzie jeszcze lepiej.